sobota, 4 kwietnia 2015

Informacja

Hej kochani! Przepraszam że nie ma rozdziałów. Powód? Wykryto u mnie guza. Tak, wiem pewnie większość nie uwierzy, ale cóż... Trudno. Zaczęłam pisać ff żeby zapomnieć chociaż na chwile o swoim stanie zdrowia, ale czuje się coraz gorzej i jak narazie nie dam rady. Na szczęście lekarze mówią że wszystko będzie dobrze, ale mam przed sobą jeszcze zabieg. Jeśli dam radę i będę czuć się na siłach to może jeszcze napiszę, ale jak narazie to nie dam rady. Pozdrawiam i życzę wesołych świąt!! :))

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 3

Czekałam z 15 minut kiedy wyszedł z jakimś winem. Włożył je do plecaka uśmiechając się do mnie.
-Nie lubie alkoholu. - Powiedziałam niezadowolona.
-To nie będziesz pić. - Odpowiedział puszczając mi oczko.
Wsiadł z powrotem na motor, założył kask i odpalił silnik. Ponownie złapałam go za brzuch żeby domyślił się że ma jechać powoli. Na szczęście domyślił się. Jechaliśmy około 15 minut, nagle zahamował.
-Już jesteśmy - Powiedział uśmiechnięty.
To co zobaczyłam, bardzo mnie zdziwiło.

Byliśmy w lesie. Przed oczami ukazał mi się ogromny dom. Nie, nie dom. To była willa. Spytacie czemu mnie to zdziwiło? Może to dziwne ale nigdy nie widziałam tak ślicznego domu. Wiadomo, matka za dużo nie zarabia, ale nie chce o tym mówić.
-Będziemy tak stać? - Spytał sie Jaś.
-Nie nie możemy już iść - Oznajmiłam
Podeszliśmy do bramy która sama zaczęła się otwierać.
-Wow - Powiedziałam zdumiona. Jaś odpowiedział mi uśmiechem. Wyjął klucz z spodni i otworzył drzwi. W środku było jeszcze piękniej. Zaczęłam iść w stronę salonu. Był połączony z kuchnią, więc Jaś poszedł po kieliszki do wina. Usiadłam na wielką czarną sofe. W domu było bardzo jasno, ponieważ było bardzo dużo okien.
-Gdzie są twoi rodzice? - Krzyknęłam żeby mnie usłyszał.
-Nie ma ich. - Odkrząknął.
-A kiedy wrócą - Ponownie zapytałam.
-Nie wrócą. - Odpowiedział zdenerwowany.
-Nie rozumiem. Jak to nie wrócą? - Zaczęłam się dopytywać.
-Jakby Ci to powiedzieć... Nie mam rodziców i nie miałem - Usiadł koło mnie chcąc podać mi wino. Machnełam ręką, mówiąc że nie chce.
-Nadal nie rozumiem. Mów jaśniej. - Powiedziałam trochę zdenerwowana.
-Zostawili mnie. Do 18 lat mieszkała ze mną babcia, ale teraz mieszkam sam. Może teraz ty opowiesz mi trochę o swojej rodzinie? - Spytał zdenerwowany.
-Mieszkam z mamą. Tata nie żyje. - Powiedziałam, patrząc się w podłogę.
-Czym się zajmuję? - Spoważniał.
-Możemy zmienić temat? - Zaczęłam się denerwować.
-Nie. - Odpowiedział stanowczo.
-Nie będę o tym rozmawiać. - Odkrząknąłam. Jaś widocznie się zdenerwował. Wstał poszedł do kuchni i zapalił papierosa.
-Ja Ci wszystko mówię, a ty nie potrafisz mi na jedno pytanie udzielić odpowiedzi. - Powiedział zbulwersowany.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nastała niezręczna cisza. Przez kilka minut żadne z nas się nie odezwało.

-Lubisz pływać? - Spytał z chytrym uśmiechem.
-Ja... Nie umiem pływać - Powiedziałam zawstydzona.
Chłopak prysknął śmiechem. Nie było to miłe.
-Osiemnastoletnia dziewczyna która nie umie pływać. A to ciekawe. - Zaśmiał się. Trzeba to zmienić. - Powiedział puszczając mi oczko.
-Chyba nie myślisz że nauczysz mnie pływać. Nie mam nawet stroju kąpielowego i chęci na pływanie z tobą. - Odpowiedziałam stanowczo.
Jasiek poszedł szybko na górę zostawiając mnie samą. Zaczęłam sie denerwować. Nagle dostałam w twarz ów strojem kąpielowym. Nie powiem był bardzo ładny. Ale być prawie naga przy nim?  W życiu.
-Nie założę tego. - Tym razem ja się zbulwersowałam.
-Założysz. - Powiedział uśmiechnięty.
-Nie! - Krzyknęłam. Nie zmusisz mnie.
Podszedł do drzwi, zamykając je i usiadł koło mnie.
-Chyba sobie żartujesz. Otwórz te drzwi - Powiedziałam zdenerwowana.
-Nie. - Uśmiechnął się. Nie był to zwykły uśmiech. Ten był przerażający.
Nie miałam wyboru.
-Dobra. Ale otwierasz drzwi i pokaż mi łazienkę. - Nie miałam wogóle ochoty na te całe pływanie.
Jaś odrazu pobiegł do drzwi otwierając je. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do łazienki, która była niedaleko. Otworzył mi drzwi, po czym weszłam trzaskając nimi.

Siedziałam kilka minut zastanawiając się czy nie powinnam się wycofać. Nidgy się do nikogo nie odzywałam, a zaraz mam uczyć się pływać z chłopakiem którego poznałam kilka godzin temu. Jaka ja jestem głupia. Już chciałam wyjść, ale rozmyśliłam się. Zaczęłam powoli się rozbierać. Zaczęłam się rozglądać czy nie ma tu kamer. Ma taki wieki dom, że pewnie kamery też może mieć. Żadnej nie znalazłam. Kiedy się rozebrałam szybko założyłam dół stroju, po czym równie szybko górę.
Spojrzałam się w lustro. Nie wyglądałam źle, co mnie ucieszyło. Kostium leżał idealnie. Związałam włosy i wyszłam.
Poszłam w stronę salonu i zobaczyłam, siedzącego na sofie Jasia. Również się przebrał. Miał ślicznie wyrzeźbione ciało. Można powiedzieć idealne.
-Nieźle. - Uśmiechnął się.
-Mam rozumieć że wyglądam dobrze? - Spytałam.
-Cholernie dobrze. - Powiedział oblizując usta.
-Będziesz się gapił czy pójdziemy pływać? - Spytałam zdenerwowana.

Złapał mnie za rękę i zaprowadził na taras. Było widać z niego całe podwórze. Jezu jak tam było pięknie. Na samym środku stała fontanna a tuż za nią ogromny basen. Dalej było widać drewniane pomieszczenie i małą, ale równie śliczną altanke. Zaczęliśmy iść w stronę basenu. Przy nim stały dwa leżaki, więc na jednym położyłam ręcznik który dał mi Jaś. Położyłam się na leżaku z myślą że może zapomniał po co tu przyszliśmy.
-Co ty robisz? - Spytał zdziwiony.
-Leżę. Nie widzisz? - Uśmiechnęłam się.
Myślałam że da mi spokój i pozwoli poleżeć, ale myliłam się. Zaczął podchodzić do mnie. Nagle wziął mnie na ręce i energicznym ruchem wrzucił do wody. To stało się tak szybko że nie miałam czasu na próbę ucieczki.
-Powaliło cię?! - Złapałam się szybko materaca który był niedaleko. Mogłam się utopić! Dobrze wiesz że nie umiem pływać! - Zaczęłam krzyczeć.
-Nie przesadzaj - Powiedział z szerokim uśmiechem. Uratowałbym cię.
-Idiota - Powiedziałam niezadowolona jego zachowaniem.
Wszedł do wody, po czym złapał mnie mocno za biodra.
-Nie mów tak do mnie. - Przymrużył oczy.
-Będę. - Odpowiedziałam stanowczo. Nie powinnam tak mówić. Nie chcę żeby się zdenerwował.
Puścił moje biodra i wyszedł z basenu kierując się w stronę leżaka.
-Pływaj! - Krzyknął.
-Wiesz że nie umiem - Powiedziałam trzymając się mocno materaca. Chcę wyjść!
Zaczęłam powoli płynąć (jeśli można to tak nazwać)w stronę drabinek, nadal trzymając przy sobie materac. Słyszałam śmiech Jasia. Wiem że wyglądałam komiczne, ale nie było mu do śmiechu. Szybko wyszłam po drabinkach i pobiegłam na palcach po ręcznik. Było mi strasznie zimno. Kiedy już po niego sięgałam, Jaś chamsko zabrał mi go sprzed nosa.
-Oddaj mi go - Zaczęłam sie trząść z zimna.
-Po co? - Spytał śmiejąc się.
-Nie bądź głupi, zimno mi! - Zdenerwował mnie.
-Zimno? - Ponownie spytał.
Wstał i przytulił mnie.
-Teraz nie będzie ci zimno. - Oznajmił.
-------------------------------------------------------------------Hej! Jest i kolejny rozdział. Mam nadzieję że się spodoba. Będę starała się dodawać  rozdziały co dwa dni. Mam też pytanie. Czy taka długość rozdziałów wam odpowiada? Jeśli nie to proszę napisać czy mają być dłuższe czy może krótsze. Dziękuję za wszystkie komentarze i za 300 wyświetleń! Mam nadzieję że będzie ich jeszcze więcej :).

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 2

Jedyne co robił to pisał z kimś przez telefon.
- Napewno z dziewczyną - Powiedziałam sama do siebie.
- Nie. Z kolegą. Nie mam dziewczyny. - Odpowiedział mi chłopak po czym uśmiechnął się, ukazując aparat ortodontyczny, który wogóle mu nie pasował.
Przestraszyłam się tym że odpowiedział. Myślałam że nie słyszy. Bogu dzięki zadzwonił dzwonek i mogłam wyjść z klasy ponownie olewając chłopaka.

Pobiegłam do łazienki i usiadłam na podłodze. Boże ale jestem głupia. Ten chłopak jest super i wogóle, ale nie potrafie z nim porozmawiać. Poprawiłam włosy i poszłam pod klasę. Chłopaka nie było. Pewnie jest przed szkołą.

Miałam jeszcze 10 minut przerwy, więc wyszłam przed szkołę kierując się w stronę sklepu. Był niedaleko, więc jak się pośpieszę to zdążę bez problemu. Weszłam i przywitała sie z sprzedawcą. Wzięłam buteleke wody i poszłam do kasy, lecz znów upadłam na ziemie
-I znów to samo? - Powiedział Jaś
-Ja.. Prze... Przepraszam - Odpowiedziałam przerażona. Czemu musze wpadać na niego?
-Tym razem już tak łatwo Ci nie wybaczę - Powiedział, puszczając mi oczko
-Co mam przez to rozumieć? - Spytałam zdziwiona
-Powiedzmy... Że zapraszam cię na kawe. Co ty na to? - Spytał się z uśmiechem na twarzy
-Przykro mi ale nie mogę - Odpowiedziałam bez zastanowienia. Chłopak nagle spoważniał. Wlepił na mnie swoje brązowe oczy. Nagle poczułam jego rękę na swojej. Wyciągnął mnie przed sklep.
-Czemu taka jesteś? - Zapytał zdenerwowany
-Jaka? - Również zapytałam.
-Nie udawaj że nie wiesz. Z nikim nie rozmawiasz. Olewasz każdego. Myślisz że takim zachowaniem będziesz miała przyjaciół? Nie. Tak to nie działa. Chciałem być miły, zapoznać się a ty oczywiście mówisz że nie możesz. Czemu zgrywasz taką niedostępną!?
-Przestań! - Przerzerwałam mu z łzami w oczach. Zauważył że płacze. Widziałam że żałuję tego co powiedział. Złapał mnie za policzki.
-Przepraszam. Nie chciałem tak krzyczeć. Ale nie możesz być taka. Wziął mnie za rękę i z powrotem zaciągnął do sklepu. Podniósł wode, która wcześniej mi wypadła i zapłacił. Wyszedł ze sklepu, nadal trzymając mnie za rękę.
-Jak z tą kawą? Pójdziesz? - Spytał jakby nic sie przed chwilą nie stało.
-Nie. Nie lubię pić kawy. - Odpowiedziałam bez emocji
-To na herbate. Po lekcjach. Robię pyszną herbate. - Powiedział z szerokim uśmiechem.
-Robisz? - Spytałam.
-No tak. Bo pójdziemy do mnie nie do kawiarni czy czegoś tam. - Odpowiedział już z poważnym wyrazem twarzy.
-Nie jestem pewna co do tego. Nie znam cię za dobrze, nie znam cię wogóle a ty zapraszasz mnie do siebie. - Odpowiedziałam lekko zdenerwowana
-To poznasz. - Powiedział równie zdenerwowany. Co ci zrobię? Zgwałce i zabije - Zaczął się śmiać.
-Dobrze - Powiedziałam pewna siebie.
-Zgadzasz się? - Spytał zdziwiony.
-Tak. Kończę 14:20, ale to pewnie wiesz.
Odwróciłam się i poszłam w stronę szkoły.

Byłam już w środku szkoły. Wyjełam telefon i zobaczyłam że minęło już 30 minut lekcji. Nie miałam zamiaru wchodzić do sali na te 15 minut. Kolejne lekcje trwały jak zawsze. Jedno mnie dziwiło, nie było w szkole już Jasia. Nie wiem czemu, ale zaczęłam się martwić. Zaczęłam rozmyślać też o projekcie z techniki. Dobrze że dopiero za tydzień, ale nie zmienia to faktu że bardzo się boję wystąpienia na środku klasy.

Była już 14:20 więc wyszłam przed szkołę czekając na Jasia. Nie czekałam długo. Zauważyłam w oddali jak czeka na mnie na parkingu przy szkole. Zaczęłam iść w jego stronę. Po drodze zastanawiałam się jaki ma samochód, bo chyba nie stoi tam bez powodu. Kiedy byłam na miejscu zdziwiłam się. Jasiek nie miał samochodu, miał motor. Boże co za pech! Panicznie boję się jeździć na motorze!
-Musimy jechać motorem? - Spytałam przestraszona
-Tak musimy. A co boisz się? - Spytał śmiejąc się.
-Tak. Nie przepadam za motorami. - Odpowiedziałam. Źle mi sie kojarzą.
-Źle? Co masz na myśli? - Zapytał lekko zdenerwowany
-Nie ważne. - Odpowiedziałam bez emocji. Nie chciałam rozmawiać z nim na ten temat bo musiałabym zacząć gadać o matce, czego nie chciałam. Możemy już jechać? - Spytałam.
-Tak tak. -Odpowiedział.
Usiadł na siedzenie i odpalił silnik. Usiadłam za nim. Podał mi kask i sam założył drugi. Zaczęliśmy jechać. To nie było za fajne uczucie. Nagle przyspieszył. Złapałam go mocno za brzuch z nadzieją że to mi w czymś pomoże. Nie myliłam się. Nagle zwolnił. Chyba zrozumiał że sie boję.

Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. -Zaraz wrócę. Poczekaj. - Powiedział zdejmując kask.
Czekałam z 15 minut kiedy wyszedł s jakimś winem. Włożył je do plecaka, uśmiechając się do mnie
-Nie lubie alkoholu. - Powiedziałam niezadowolona
-To nie będziesz pić. - Odpowiedział puszczając mi oczko
Wsiadł z powrotem na motor, założył kask i odpalił silnik. Ponownie złapałam go za brzuch żeby domyślił się że ma jechać powoli. Na szczęście domyślił się. Jechaliśmy około 15 minut, nagle zahamował.
-Już jesteśmy - Powiedział uśmiechnięty.
To co zobaczyłam, bardzo mnie zdziwiło.
-------------------------------------------------------------------
Przepraszam że taki krótki rozdział, ale miałam parę spraw. Dziękuję wszystkim za komentarze i zachęcam do ponownego komentowania. Mam nadzieję że rozdział się podoba :).

czwartek, 12 marca 2015

Rozdział 1

To był dzień jak każdy inny. Nudny i chłodny. Była 6:30 a ja przygotowywałam się do szkoły. Nie lubiłam tam przybywać, ale nie dla tego że trzeba było się uczyć i pisać kartkówki, chociaż uczniem najlepszym też nie jestem, lecz nie o to chodzi. Chodzi o to że nie mam tam nikogo. Nie odzywałam się. Miałam powód. Moja rodzina nie jest normalna. Ojciec popełnił samobójstwo a matka to prostytutka. Tak. Prostytutka. To słowo wywołuje u mnie wymioty. Kiedy byłam w podstawówce nikt o tym nie wiedział, ale w gimnazjum jakimś cudem ludzie się dowiedzieli. Wyzywali mnie od dziwek. Zamknęłam się w sobie. W liceum (do którego teraz uczęszczam) wolałam się z nikim nie zaprzyjaźniać. Bałam się, że jakimś cudem ludzie się domyślą.

Więc wróćmy do poranka. Wstałam, wzięłam świeżą bielizne i poszłam się umyć. Kiedy wyszłam założyłam czarne rurki z wysokim stanem, białą koszule i białe trampki. Szybko umalowałam rzęsy i upudrowałam twarz, aby zakryć niedoskonałości. Włosy związałam w luźnego koka. Wyszłam z pokoju, ale matki nie było. Nic dziwnego.

Była już 7:30 więc szybko zrobiłam kanapkę i poszłam na przystanek autobusowy. Kupiłam bilet i usiadłam na ławce obok przystanku jedząc kanapke której nie zdążyłam wcześniej zjeść. Dochodziła 7:45 więc autobus już podjechał. Wsiadłam siadając na sam koniec omijając ludzi z mojej szkoły, którzy niestety też jeździli tym samym autobusem. Jechałam około 10 minut, jak zawsze. Była już 7:55 więc mogłam pójść do łazienki ogarnąć włosy, które jak zawsze musiały się rozwalić.

Zadzwonił dzwonek więc weszłam do klasy. Siedziałam na ostatniej ławce w rzędzie od ściany. Sama. Ale to nikogo nie dziwi. Mieliśmy technikę, luźna lekcja, lecz najgorsze było to że co tydzień ktoś musiał przygotować projekt. Stanie na środku klasy to dla mnie koszmar. Oczy wszystkich ludzi skupione na mnie. Masakra. Lekcja mijała nudnie wiec wyjełam telefon i zaczęłam się nim bawić. Zostało 5 minut do dzwonka. Usłyszałam swoje nazwisko, więc podskoczyłam z zdziwioną miną. Pani od techniki powiedziała że to ja będę musiała przygotować projekt. Tematem było zdrowe odżywianie. Ludzie z mojej klasy odrazu zaczeli się śmiać. Nie dlatego że byłam gruba, figure miałam niczego sobie, ale powodem śmiechu było samo to że byłam to ja. Słyszałam jak mówią "uuu Paulinka będzie mówić nieźle,,. Zabolało mnie to. Byłam cholernie delikatna. Dzwonek zadzwonił. Dzięki Bogu. Pobiegłam przed szkołę, aby się uspokoić. Nagle w kogoś uderzyłam. Upadłam na podłogę. Boże znowu mój pech się odezwał. Podniosłam głowę ale nie ujrzałam znajomej twarzy.Usłyszałam głos chłopaka.
-Uważaj jak chodzisz
-Przepraszam. - Odpowiedziałam przerażona
-Dobra... Nic się nie stało. Ale patrz przed siebie następnym razem. - Powiedział z wzrokiem który zrozumiał że się przestraszyłam.
Byłam już przed szkołą, kiedy zauważyłam chłopaka przez którego wylądowałam na ziemi. Pozwoli zbliżał się do mnie. Wogóle nie cieszył mnie ten fakt.
-Hej! - Powiedział.
Nie potrafiłam mu nic odpowiedzieć. Nie dość że z nikim nie rozmawiam to jeszcze taki przystojny chłopak musiał się przyczepić. Jego ciemno brązowe włosy zakrywały delikatnie jego piękne brązowe oczy. Miał na sobie szarą bluzę i dresy o tym samym kolorze. Cały komplet świetnie kąponował się z czarnymi butami. Przez długie milczenie i patrzenie się na niego chłopak wreszcie się zdenerwował.
-Odpowiesz mi!? - Krzyknął
-Ja... Ten... - Jąkałam się jak podczas rozmowy o prace.
-Rozumiem, nie masz ochoty rozmawiać. - Odszedł oburzony moim zachowaniem.
Nie moja wina że taka jestem, ale on nawet nic o mnie nie wie.

Zadzwonił dzwonek, więc zbliżałam się do wejścia. Miałam mieć teraz polski. Nienawidzę tego przedmiotu. Ortografia i  interpunkcja to mój słaby punkt. Weszliśmy do klasy, zajęłam swoje miejsce. Nadal rozmyślałam o technice i brunecie. Nagle drzwi od sali się otworzyły i wszedł ów brunet. Widziałam reakcje moich śliniących się na jego widok koleżanek, nie dziwie się chłopak naprawdę jest niesamowity. Dziwi mnie tylko fakt że chodzi ze mną do klasy. Z twarzy nie wygląda na ucznia trzeciej klasy liceum, prędzej na trzeciej klasy gimnazjum. Za to ciało już idealnie pasowało na ten wiek. Pani zaczęła go przedstawiać.
-Kochani przywitajcie nowego ucznia naszej klasy Jana Dąbrowskiego. Jan przywitaj się.
-No hej - Odpowiedział głosem bez emocji.
- Usiądź na samym końcu, tylko tam masz miejsce - Powiedziała pani.
Kiedy to usłyszałam zaczęłam panicznie się bać, a klasa miała niezły ubaw. Chłopak kierował się powoli w moją stronę. Odsunął krzesło i usiadł. Nie spojrzał na mnie, nie powiedział cześć. Nie dziwie mu się już raz go olałam. Otworzył zeszyt i zaczął pisać temat z tablicy. Czułam się źle w jego towarzystwie. Wstydziłam się. Pani pisała notatkę na tablicy, oczywiście każdy ją przepisywał. Każdy oprócz mojego sąsiada z ławki. Olewał wszystko co się działo. Jedyne co robił to pisał z kimś przez telefon.
- Napewno z dziewczyną - Powiedziałam sama do siebie.
- Nie. Z kolegą. Nie mam dziewczyny. - Odpowiedział mi chłopak po czym uśmiechnął się, ukazując aparat ortodontyczny, który wogóle mu nie pasował.
Przestraszyłam się tym że odpowiedział. Myślałam że nie słyszy. Bogu dzięki zadzwonił dzwonek i mogłam wyjść z klasy ponownie olewając chłopaka.
-------------------------------------------------------------------
Hej jest i pierwszy rozdział! Mam nadzieję że komuś się spodoba i ktoś będzie to czytał. Jest to moje pierwsze fanfiction więc nie będzie pewnie najlepsze. Jeśli ktoś ma jakieś uwagi to proszę o pisanie :).

Prolog

Mam na imię Paulina. Mam osiemnaście lat, więc uczęszczam do trzeciej klasy liceum. Jestem niską dziewczyną z długimi blond włosami i niebieskimi oczami. Nie mam przyjaciół. Nikogo komu mogłabym się pożalić. Zamknęłam się w sobie w gimnazjum. Tata nie żyje a matka to prostytutka. Tak wiem nie wygląda to kolorowo. Każdy dzień w szkole to tortury. Ludzie którzy się z ciebie śmieją na każdym kroku. Uwielbiam oglądać seriale. Zawsze robię to po szkole. Interesuję się też malarstwem. Mam talent po tacie. W przyszłości chcę zostać malarką. Jeszcze rok i ułoże sobie życie. Mam nadzieję...
-------------------------------------------------------------------