czwartek, 12 marca 2015

Rozdział 1

To był dzień jak każdy inny. Nudny i chłodny. Była 6:30 a ja przygotowywałam się do szkoły. Nie lubiłam tam przybywać, ale nie dla tego że trzeba było się uczyć i pisać kartkówki, chociaż uczniem najlepszym też nie jestem, lecz nie o to chodzi. Chodzi o to że nie mam tam nikogo. Nie odzywałam się. Miałam powód. Moja rodzina nie jest normalna. Ojciec popełnił samobójstwo a matka to prostytutka. Tak. Prostytutka. To słowo wywołuje u mnie wymioty. Kiedy byłam w podstawówce nikt o tym nie wiedział, ale w gimnazjum jakimś cudem ludzie się dowiedzieli. Wyzywali mnie od dziwek. Zamknęłam się w sobie. W liceum (do którego teraz uczęszczam) wolałam się z nikim nie zaprzyjaźniać. Bałam się, że jakimś cudem ludzie się domyślą.

Więc wróćmy do poranka. Wstałam, wzięłam świeżą bielizne i poszłam się umyć. Kiedy wyszłam założyłam czarne rurki z wysokim stanem, białą koszule i białe trampki. Szybko umalowałam rzęsy i upudrowałam twarz, aby zakryć niedoskonałości. Włosy związałam w luźnego koka. Wyszłam z pokoju, ale matki nie było. Nic dziwnego.

Była już 7:30 więc szybko zrobiłam kanapkę i poszłam na przystanek autobusowy. Kupiłam bilet i usiadłam na ławce obok przystanku jedząc kanapke której nie zdążyłam wcześniej zjeść. Dochodziła 7:45 więc autobus już podjechał. Wsiadłam siadając na sam koniec omijając ludzi z mojej szkoły, którzy niestety też jeździli tym samym autobusem. Jechałam około 10 minut, jak zawsze. Była już 7:55 więc mogłam pójść do łazienki ogarnąć włosy, które jak zawsze musiały się rozwalić.

Zadzwonił dzwonek więc weszłam do klasy. Siedziałam na ostatniej ławce w rzędzie od ściany. Sama. Ale to nikogo nie dziwi. Mieliśmy technikę, luźna lekcja, lecz najgorsze było to że co tydzień ktoś musiał przygotować projekt. Stanie na środku klasy to dla mnie koszmar. Oczy wszystkich ludzi skupione na mnie. Masakra. Lekcja mijała nudnie wiec wyjełam telefon i zaczęłam się nim bawić. Zostało 5 minut do dzwonka. Usłyszałam swoje nazwisko, więc podskoczyłam z zdziwioną miną. Pani od techniki powiedziała że to ja będę musiała przygotować projekt. Tematem było zdrowe odżywianie. Ludzie z mojej klasy odrazu zaczeli się śmiać. Nie dlatego że byłam gruba, figure miałam niczego sobie, ale powodem śmiechu było samo to że byłam to ja. Słyszałam jak mówią "uuu Paulinka będzie mówić nieźle,,. Zabolało mnie to. Byłam cholernie delikatna. Dzwonek zadzwonił. Dzięki Bogu. Pobiegłam przed szkołę, aby się uspokoić. Nagle w kogoś uderzyłam. Upadłam na podłogę. Boże znowu mój pech się odezwał. Podniosłam głowę ale nie ujrzałam znajomej twarzy.Usłyszałam głos chłopaka.
-Uważaj jak chodzisz
-Przepraszam. - Odpowiedziałam przerażona
-Dobra... Nic się nie stało. Ale patrz przed siebie następnym razem. - Powiedział z wzrokiem który zrozumiał że się przestraszyłam.
Byłam już przed szkołą, kiedy zauważyłam chłopaka przez którego wylądowałam na ziemi. Pozwoli zbliżał się do mnie. Wogóle nie cieszył mnie ten fakt.
-Hej! - Powiedział.
Nie potrafiłam mu nic odpowiedzieć. Nie dość że z nikim nie rozmawiam to jeszcze taki przystojny chłopak musiał się przyczepić. Jego ciemno brązowe włosy zakrywały delikatnie jego piękne brązowe oczy. Miał na sobie szarą bluzę i dresy o tym samym kolorze. Cały komplet świetnie kąponował się z czarnymi butami. Przez długie milczenie i patrzenie się na niego chłopak wreszcie się zdenerwował.
-Odpowiesz mi!? - Krzyknął
-Ja... Ten... - Jąkałam się jak podczas rozmowy o prace.
-Rozumiem, nie masz ochoty rozmawiać. - Odszedł oburzony moim zachowaniem.
Nie moja wina że taka jestem, ale on nawet nic o mnie nie wie.

Zadzwonił dzwonek, więc zbliżałam się do wejścia. Miałam mieć teraz polski. Nienawidzę tego przedmiotu. Ortografia i  interpunkcja to mój słaby punkt. Weszliśmy do klasy, zajęłam swoje miejsce. Nadal rozmyślałam o technice i brunecie. Nagle drzwi od sali się otworzyły i wszedł ów brunet. Widziałam reakcje moich śliniących się na jego widok koleżanek, nie dziwie się chłopak naprawdę jest niesamowity. Dziwi mnie tylko fakt że chodzi ze mną do klasy. Z twarzy nie wygląda na ucznia trzeciej klasy liceum, prędzej na trzeciej klasy gimnazjum. Za to ciało już idealnie pasowało na ten wiek. Pani zaczęła go przedstawiać.
-Kochani przywitajcie nowego ucznia naszej klasy Jana Dąbrowskiego. Jan przywitaj się.
-No hej - Odpowiedział głosem bez emocji.
- Usiądź na samym końcu, tylko tam masz miejsce - Powiedziała pani.
Kiedy to usłyszałam zaczęłam panicznie się bać, a klasa miała niezły ubaw. Chłopak kierował się powoli w moją stronę. Odsunął krzesło i usiadł. Nie spojrzał na mnie, nie powiedział cześć. Nie dziwie mu się już raz go olałam. Otworzył zeszyt i zaczął pisać temat z tablicy. Czułam się źle w jego towarzystwie. Wstydziłam się. Pani pisała notatkę na tablicy, oczywiście każdy ją przepisywał. Każdy oprócz mojego sąsiada z ławki. Olewał wszystko co się działo. Jedyne co robił to pisał z kimś przez telefon.
- Napewno z dziewczyną - Powiedziałam sama do siebie.
- Nie. Z kolegą. Nie mam dziewczyny. - Odpowiedział mi chłopak po czym uśmiechnął się, ukazując aparat ortodontyczny, który wogóle mu nie pasował.
Przestraszyłam się tym że odpowiedział. Myślałam że nie słyszy. Bogu dzięki zadzwonił dzwonek i mogłam wyjść z klasy ponownie olewając chłopaka.
-------------------------------------------------------------------
Hej jest i pierwszy rozdział! Mam nadzieję że komuś się spodoba i ktoś będzie to czytał. Jest to moje pierwsze fanfiction więc nie będzie pewnie najlepsze. Jeśli ktoś ma jakieś uwagi to proszę o pisanie :).

3 komentarze: